RSS   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Brzesko » Mosiężny podarunek

Mosiężny podarunek

2002-01-12, Aktualizacja: 2004-12-18 01:19

Polska Gazeta Krakowska Andrzej SKÓRKA

- To było typowe zamówienie, ale na jego realizację mieliśmy strasznie mało czasu. Tylko dwa dni - mówi brzeski przedsiębiorca Dawid Mleczko. To właśnie tutejsza firma dostarczyła galowy hełm strażacki, który premier ...
- To było typowe zamówienie, ale na jego realizację mieliśmy strasznie mało czasu. Tylko dwa dni - mówi brzeski przedsiębiorca Dawid Mleczko. To właśnie tutejsza firma dostarczyła galowy hełm strażacki, który premier Leszek Miller zabrał z sobą do Nowego Jorku.


Wszystko zaczęło się od telefonu ze Związku Ochotniczych Straży Pożarnych w Częstochowie. W firmie Dawida Mleczki ,J.D. art" zamówili jeden galowy hełm. Ale za to dla kogo?! Dla ratowników, którzy pracowali na ruinach World Trade Center w Nowym Jorku. - Byłem zaskoczony - mówi przedsiębiorca. - Oczywiście, od razu zamówienie przyjąłęm. Musieliśmy strasznie uwijać sięz pracą.


Najpierw kawałek blachy mosiężnej trafił do zakładu Antoniego Niemca w Brzesku. Tam poddano go ,obróbce wyoblającej", co polegało na nadaniu materiałowi odpowiedniego kształtu.

∨ Czytaj dalej
U Dawida Mleczki przyszła kolej na najważniejsze szczegóły - wypracowanie odpowiedniego połysku metalu i montaż dodatków.


Zakład w Brzesku od roku specjalizuje się w produkcji galowych hełmów. Tylko w tym roku do okolicznych jednostek OSP wyekspediowano kilkadziesiąt egzemplarzy takich nakryć głowy. I ten dla Amerykanów prawie nie różni się od seryjnego wyrobu. Z wyjątkiem tapicerki na podbiciu. Skoro hełm miał przekazywać premier polskiego rządu, wykończono go autentyczną skórą. - Za hełm nie wzięliśmy żadnych pieniędzy - dodaje D. Mleczko. Skoro miał to być dar z Polski, to po prostu nie wypadało.


Hełm po opuszczeniu Brzeska przeszedł jeszcze pewne perturbacje. Od strażaków z Częstochowy do Warszawy dotrzeć miał pocztą. Przesyłka jednak gdzieś w drodze utknęła. Na szczęście tuż przed startem samolotu z polską delegacją rządową udało się jakimś cudem dostarczyć go na pokład. Pech jednak chciał, że podczas wizyty Leszka Millera na gruzach WTC, okazało się, iż dar ktoś nieopatrznie zostawił w hotelu. W ręce nowojorskich strażaków trafił z drobnym opóźnieniem.