Wybierz region

Wybierz miasto

    Budżetowe dopłaty do paliwa rolniczego cieszą się w Małopolsce mizernym wzięciem

    Autor: KAZIMIERZ TURKIEWICZ (RYB)

    2007-06-04, Aktualizacja: 2007-06-05 11:37 źródło: Polska Gazeta Krakowska

    Rzecz wygląda, cokolwiek by powiedzieć, atrakcyjnie. Dostać można zwrot części podatku akcyzowego zawartego w cenie oleju napędowego. Dokładnie 55 groszy od każdego litra ON.

    Rzecz wygląda, cokolwiek by powiedzieć, atrakcyjnie. Dostać można zwrot części podatku akcyzowego zawartego w cenie oleju napędowego. Dokładnie 55 groszy od każdego litra ON. Nawet jeśli dopłaty są ograniczone kwotowo (przysługuje nie więcej niż 47,3 zł rocznie do każdego posiadanego hektara gruntów) i tak jest to przecież finansowy podarunek.


    Szczodrobliwość posunięto przy tym tak daleko, że nie trzeba nawet wykazać się posiadaniem traktora, żeby dostać częściowy zwrot akcyzy za ON. A mimo to chętnych do wzięcia budżetowych dopłat do tzw. rolniczego paliwa jest mało, bardzo mało.
    Z rozeznania przeprowadzonego przez nas w małopolskich gminach wynika, że z pieniędzy skorzysta obecnie mniej więcej co dziesiąty potencjalny dopłatowicz. Nieco lepiej jest w gminach typowo rolniczych, choć i tutaj nie przekracza to jednej piątej, np. w gminie Nowe Brzesko złożono 280 wniosków o dopłaty na ok. 1500 gospodarstw powyżej 1 ha, w gminie Koniusza 434 na 2400 uprawnionych rolników. Ale mamy też w Małopolsce gminy, gdzie tego rodzaju wskaźnik jest zgoła śladowy. W Zawoi na przykład zwrotem części akcyzy zainteresowało się 16 na 1600 gospodarstw, czyli słownie jeden procent.
    Skąd to niezainteresowanie? Trudno mówić o niedoinformowaniu, mamy już drugi rok funkcjonowania tych dopłat.

    Jakie faktury?
    Wersja z "posianiem" rachunków za kupowane na stacji paliwo też jest trudna do utrzymania. Oczywiście, ktoś może zgubić jakiś kwit, rzecz ludzka, ale trudno przypuścić by te faktury gubiono tak gremialnie. - Faktury, jakie faktury? - śmieje się rolnik, który przyjechał na proszowicki targ. - Kto tam u nas tankuje na stacji do ciągnika, po co przepłacać. Jeszcze ci pod dom przyjadą z paliwem. - A odważniejsi jeżdżą na opale - dodaje. Swojego nazwiska i miejscowości oczywiście nie poda. - Rolnik leje do baku co może i na co go stać - ta konstatacja Agaty Kopeć z Urzędu Gminy w Pałecznicy zdaje się dobrze oddawać sytuację. W przypadku dużych gospodarstw zapewne warto się pochylić nad tymi pieniędzmi - mnożnik 47,3 zł/ha robi tu swoje. Poza tym "grubsi" rolnicy z reguły są bardziej "transparentni" przy zakupach paliwa, nie ryzykują też wlewania opałowego oleju do drogiego nierzadko sprzętu. - Kupili nowoczesne maszyny, prowadzą księgowość, której nie powstydziłoby się niejedno przedsiębiorstwo - tłumaczy Agata Kopeć.

    Wątpliwa skórka za wyprawkę
    Rzecz w tym, że w Małopolsce dominują drobni rolnicy. Zważywszy na wspomniane niekonwencjonalne źródła zaopatrzenia, takim rolnikom zabieganie o akcyzowy zwrot opłaca się tak sobie. Kupowanie ON na fakturę po to tylko by odzyskać poźniej w gminie część pieniędzy, może być per saldo dołożeniem do interesu. Skórka za wypraw(k)ę do gminy po prostu się nie opłaci.

    Fura biurokracji
    Ale nawet przy arcylegalnym - na faktury - wlewaniu oleju napędowego do baku, wielu właścicieli drobnych gospodarstw zniechęcić może biurokratyczna mordęga, zbieranie rachunków, składanie wniosków itd. Jak informuje Joanna Dziwiszewska z Urzędu Gminy w Nowym Brzesku - na przykład, gdy rolnik posiada grunty na terenie kilku gmin, musi składać wniosek o dopłatę do paliwa do każdej gminy oddzielnie. No i czekać później na niewielkie w sumie pieniądze. Nawet w rolniczych typowo gminach Małopolski majowe wypłaty oscylowały przeciętnie w granicach kilkudziesięciu, stu złotych. A w gminie Ryglice jeden z rolników dostał 7-złotowy zwrot. Nic dziwnego, że znaczna część rolników woli na to wszystko machnąć ręką. Cała ta zabawa w uszczęśliwianie nie odbywa się za darmo. Otóż, jak się okazuje, 2 proc. puli na dopłaty przeznacza się na administracyjną obsługę związaną z paliwowymi zwrotami. Nie mówiąc już o machinie biurokratycznej - od gmin, województw po ministerstwo, i z powrotem.

    Optymizm resortu
    Na dopłaty do rolniczego paliwa będzie w tym roku - podobnie jak w zeszłym - 650 mln. W ubiegłym wykorzystano tylko 120 mln zł. Wnioski o dopłaty rolnicy składają dwa razy w roku (w marcu i we wrześniu) za miniony okres 6-miesięczny. - Najwięcej paliwa zużywa się na wiosnę i w żniwa. We wrześniu spodziewamy się dużego napływu wniosków - Aleksandra Szelągowska, dyrektor Departamentu Finansów w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, jest optymistką, przewiduje, że w tym roku pula zostanie spożytkowana. Ano zobaczymy. Pieniądze przeznaczone na paliwowe dopłaty stanowią tzw. rezerwę celową, muszą być wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem lub zostać w budżecie. Dyrektor Szelągowska zapowiada, że gdyby nie zostały w całości rozdysponowane, resort poprosi o zmianę ich przeznaczenia na inne cele rolnicze.

    Sonda

    Czy jesteś za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej?

    • tak (67%)
    • nie (33%)