Małe sklepy nie dla Brzeska

MAŁGORZATA WIĘCEK
Witryny kilku sklepów w centrum Brzeska pozaklejane są kartonami i papierem, na których widnieją niezbyt optymistyczne informacje: "Sklep w likwidacji. Wyprzedaż towaru". Jeden z takich sklepików należy do Anny Martyki.

Witryny kilku sklepów w centrum Brzeska pozaklejane są kartonami i papierem, na których widnieją niezbyt optymistyczne informacje: "Sklep w likwidacji. Wyprzedaż towaru". Jeden z takich sklepików należy do Anny Martyki. Przez kilka lat handlowała w nim ubraniami, ale z powodu nieopłacalności biznesu już kilka miesięcy temu podjęła decyzję o jego likwidacji.

- Rodzimy handel ma się coraz gorzej. Winę za taki stan rzeczy ponoszą właściciele supermarketów, którzy zawojowali już całkowicie brzeski rynek - mówi Anna Martyka. Jej zdaniem, jeżeli powstanie w mieście jeszcze jeden supermarket, a wszystko wskazuje na to, że tak będzie, wówczas cały handel przeniesie się do tworzonych przy wielkopowierzchniowych sklepach galerii. A w centrum miasta będzie handlowa pustynia.

Teorię wysuwaną przez drobnych brzeskich handlowców potwierdza Krystyna Duda, inspektor prowadząca rejestr działalności gospodarczej w magistracie. - Daje się zauważyć wyraźna tendencja, że likwidowane są małe sklepiki. W ostatnich miesiącach upadło ich kilkanaście - mówi.
Kilka miesięcy temu w Jadownikach i Mokrzyskach swoje centra handlowe uruchomiła sieć Delikatesy Centrum. Konsekwencją tego było, że w każdej z tych wsi zlikwidowano po kilka małych, funkcjonujących od lat sklepików.

- Wbrew obiegowej opinii, tworzenie marketów nie przyczynia się do tworzenia nowych miejsc pracy. Mało tego, praca w dużych centrach jest kiepsko opłacana. A drobni handlowcy nie mogą konkurować z dużymi sieciami, w których często stosuje się dumpingowe ceny. Warto byłoby się zastanowić, ile tracą na tym lokalni przedsiębiorcy i gmina, na konto której przestają wpływać ich podatki - mówi wiceprezes brzeskiego oddziału Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej, Katarzyna Pacewicz-Pyrek.

W zakładaniu własnego biznesu na pewno nie pomaga wszechobecna biurokracja. Konrad Lambert, który kilka dni temu uruchomił małą kawiarnię, mówi, że przeszedł drogę przez mękę.
- Na sam kredyt z Urzędu Pracy na rozpoczęcie działalności czekałem miesiąc. Potem były biznesplany i mnóstwo innych papierów, zawiadamianie ZUS-u, Urzędu Skarbowego, Sanepidu. I mimo, że pomagał mi ojciec, który prowadzi własny biznes od wielu lat, rozpoczęcie działaności zajęło mi kilka miesięcy - tłumaczy.

Jan Błachowicz, konferencja mistrza UFC

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie