Na nielegalne składowisko w Dołędze zwożono substancje rakotwórcze. Prokuratura kończy śledztwo

Paweł Michalczyk
Paweł Michalczyk
Nieznanego pochodzenia odpady, które na początku maja zwieziono na jedną z posesji w Dołędze, są niebezpieczne dla zdrowia. Tak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie prokuratury. Niewykluczone, że w najbliższych dniach w tej sprawie prokuratura postawi zarzuty.

Zofia Bil mieszka kilkaset metrów od miejsca, na które pół roku temu zwieziono między innymi ogromne beczki z nieznaną zawartością. Kobieta i jej sąsiedzi są zaniepokojeni, bo do tej pory nic w sprawie się nie wydarzyło. Teren składowiska jest zamknięty, ale odpady zalegają, tak jak zalegały.

- Była policja, było obiecywane, że wywiozą te beczki, ale do tej pory nic się nie dzieje, a kolejne samochody tu jeżdżą. Obawiamy się epidemii - mówi Zofia Bil.

Inna mieszkanka Dołęgi, prosząca o zachowanie anonimowości, opowiada, że była w październiku świadkiem przejazdu dwóch samochodów ciężarowych na teren zakładu.

- Zatrzymałam dwa tiry koło swojego domu. Jednego dnia kierowcą był Polak, drugiego - Ukrainiec. Powiedzieli mi, że jadą pod numer 137, a to jest właśnie ta posesja - dodaje. Zdołała zauważyć, że cały ładunek był zafoliowany.

Właściciel terenu, Józef Pajdzik, utrzymuje, że nie ma nic wspólnego ze składowaniem podejrzanych odpadów. W kwietniu, za pośrednictwem agencji nieruchomości, wynajął działkę firmie ze Śląska.

- Mam umowę na dzierżawę mojej działki. Nie było mowy o przywożeniu żadnych śmieci. 2 maja, kiedy wszystko to zostało przywiezione, byłem w Anglii u siostry - przekonuje.

Według niego, umowa dotyczyła wydzierżawienia hali, a nie placu (o powierzchni 1500 mkw.). W hali zaś miał działać skład materiałów i maszyn budowlanych.

Nakaz gminy utknął w sądzie

Wójt gminy Szczurowa wydał decyzję, nakazującą wywóz odpadów z terenu dawnego zakładu w Dołędze. Właściciel terenu złożył jednak odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. SKO utrzymało w mocy decyzję wójta, ale i od tego orzeczenia właściciel terenu się odwołał. Sprawa toczy się teraz przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym.
- Odwołałem się od decyzji wójta, bo jestem niewinny. Nie będę wywoził cudzych śmieci, bo nie stać mnie na to, żeby zapłacić za wywóz i utylizację takiej ilości odpadów - przekonuje Józef Pajdzik.

Sam na początku maja zgłosił sprawę na policję. Ta zawiadomiła Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który z kolei złożył doniesienie do prokuratury.

Konsekwencją tych kroków były kontrole, przeprowadzone na działce w Dołędze. Ustalono wtedy, że znajduje się na niej 18 zbiorników z tworzywa sztucznego o pojemności tysiąca litrów każdy, a także kilkadziesiąt metalowych beczek o pojemności 200 litrów.

Ani jedne, ani drugie nie były opatrzone jakąkolwiek informacją na temat zawartości. Jedna z beczek miała uchyloną pokrywę, przez którą można było dojrzeć ciemną, płynną substancję o słabym zapachu ropopochodnym.

Toksyczne śmieci

Na zlecenie prokuratury, pracownicy specjalistycznego laboratorium z Katowic zbadali zawartość beczek. Śledczy otrzymali właśnie wyniki.

- Są to substancje niebezpieczne, zaliczane do kategorii rakotwórczych i toksycznych - mówi Andrzej Leśniak, zastępca Prokuratora Rejonowego w Brzesku.

Według niego, próbki pobrano z beczek, większości zawierają właśnie takie substancje. Ze względu na dobro śledztwa, nie chce jednak zdradzać innych szczegółów. - Generalnie mogę powiedzieć, że to są składniki olejów mineralnych - dodaje prokurator.
Teraz śledczy analizują, czy składowanie tych materiałów w Dołędze, może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzkiemu oraz środowisku. Sprawa prowadzona jest w kierunku art. 183 kodeksu karnego, za który grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Jeżeli postępowanie wykaże, że istnieje zagrożenie dla mieszkańców, zostaną postawione zarzuty.

- Myślę, że taka analiza jest kwestią najbliższych dni. Możliwe, że jeszcze w tym tygodniu zapadną w tej sprawie wiążące decyzje - kończy prokurator Andrzej Leśniak.

***

Według protokołu po kontroli WIOŚ, beczki i paletopojemniki, składowane w Dołędze, zajmują objętość ok. 576 m sześc. (12x24x2 m). Część beczek składowana jest w pozycji poziomej. Od strony północnej działki, część pojemników stoi na nieutwardzonym terenie. W części utwardzonej placu zauważono niewielkie ślady wycieków, ale nie stwierdzono nieszczelności żadnej z beczek. Na miejscu wyczuwalny był zapach zbliżony do farby lub rozpuszczalnika.

Na placu w Dołędze znaleziono również mieszaninę odpadów komunalnych. Są to m.in. opakowania z tworzyw sztucznych, folie, tektury, gąbki, buty, odzież i puszki aluminiowe. Oszacowano, że śmieci mają objętość 550 m. sześc. Od północnej strony działka graniczy z kompleksem leśnym. Tuż przy ogrodzeniu znajdują się beczki z płynną substancją. Teren jest lekko nachylony w kierunku północnym. Od strony południowej znajduje się droga, a za nią zbiornik wodny. Odległość odpadów od tego zbiornika wynosi ok. 75 m. Najbliższy budynek mieszkalny leży 40 m od składowiska. W trakcie kontroli stwierdzono duże ilości much.

Tajemnica Marchewki

Wideo

Materiał oryginalny: Na nielegalne składowisko w Dołędze zwożono substancje rakotwórcze. Prokuratura kończy śledztwo - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie