Tarnów-Brzesko. W brzeskim szpitalu na COVID-19 zmarł ratownik medyczny, nie doczekał się na osocze od ozdrowieńca

Paweł Michalczyk, Łukasz Winczura
Stanisław Czermak był ratownikiem medycznym przez kilkanaście lat, zmarł 5 listopada w szpitalu w Brzesku
Stanisław Czermak był ratownikiem medycznym przez kilkanaście lat, zmarł 5 listopada w szpitalu w Brzesku archiwum rodzinne
W połowie ubiegłego tygodnia media społecznościowe obiegł apel rodziny Stanisława Czermaka, ratownika medycznego z Tarnowa, który trafił do szpitala w Brzesku. Jego stan był krytyczny, a warunkiem odzyskania zdrowia było osocze od osoby, która przeszła COVID-19 i ma w organizmie przeciwciała. Niestety, w miniony czwartek ratownik zmarł, nie doczekawszy dawcy.

FLESZ - Rząd wprowadza kolejne obostrzenia

W ubiegłą środę (4 listopada) w Brzesku miała miejsce akcja zbierania osocza z krwi ozdrowieńców. Jest ono niezwykle cenne w leczeniu zakażenia koronawirusem, bo zawiera przeciwciała, które mogą wspomagać leczenie chorych na COVID-19 z ciężkimi objawami zakażenia, zagrażającymi życiu. Przy szpitalu powiatowym stał autobus Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Mimo deszczowej pogody, zgłosiło się 21 osób. - Niestety, wśród nich nie było ani jednego ozdrowieńca - mówi Monika Burek, rzecznik szpitala w Brzesku.

Jak na ironię, tego samego dnia w mediach społecznościowych opublikowano apel rodziny Stanisława Czermaka, ratownika medycznego z Tarnowa, który przebywał w szpitalu w Brzesku. Jego stan był ciężki, a nadzieją na ratunek było osocze od ozdrowieńca z grupą krwi ARh(-). Niestety, choroba okazała się silniejsza, w czwartek 5 listopada ratownik zmarł.

Stanisław Czermak został ratownikiem medycznym w dojrzałym wieku

Dla społeczności ratowników medycznych był to cios. „Miał ogromne poczucie humoru, nie raz rozbawiał wszystkich do łez. Swoim pozytywnym usposobieniem dodawał otuchy i sprawiał, że zły dzień stawał się dla każdego lepszy” - napisali w portalu społecznościowym.

Stanisław Czermak pracował w pogotowiu ratunkowym od kilkunastu lat. Był nie tylko ratownikiem, ale również kierowcą karetki i dyspozytorem medycznym.

- Trafił do nas, do pogotowia, w dość dojrzałym wieku, było to chyba z piętnaście lat temu. Wcześniej, z tego, co wiem, prowadził jakieś swoje biznesy. Ale szybko wsiąknął w nasze środowisko, połknął bakcyla ratownika i został z nami, choć wiedział, jaka to ciężka i niewdzięczna praca. Mówiąc krótko, Staszek dawał radę - wspomina Krzysztof Krzemień, rzecznik prasowy tarnowskiego pogotowia ratunkowego.

Dodaje, że Stanisław Czermak był człowiekiem niezwykle empatycznym. - Gdy poczuł się źle, zachował się bardzo odpowiedzialnie. Powiedział nam od razu, że mu zdrowie szwankuje, radził się, co robić.

Początkowo leczył się w domu. Gdy jednak stan jego zdrowia zaczął się pogarszać, trafił do szpitala w Brzesku. Trafił tam 31 października. Jego stan był tak poważny, że wymagał respiratora. Niestety, mimo to wycieńczony organizm przegrał walkę z chorobą 5 listopada.

„COVID tyka, nawet ratownika”

Ratownicy, którzy współpracowali ze Stanisławem Czermakiem apelują do wszystkich o stosowanie się do wymogów sanitarnych. - Śmierć Staszka powinna nam wszystkim dać do myślenia. Nikt nie może czuć się chroniony albo zabezpieczony od zarażenia się COVID-em. Jest takie powiedzenie „Elektryka prąd nie tyka”. To, niestety sparafrazuję: „COVID tyka, nawet ratownika”. Naprawdę przestrzegajmy zasad. Higiena, maseczki, dystans w kontaktach. Pandemia to nie przelewki - kończy Krzysztof Krzemień.

Tym bardziej, że przestrzeganie tak prostych zaleceń nie wymaga wiele trudu, jeśli przyłożyć je do procedury, jaką codziennie muszą stosować ratownicy. Ubranie się od stóp do głów w kombinezon, który ma ich chronić przed śmiertelnym wirusem, zajmuje nawet kilkadziesiąt minut. Po powrocie do bazy rutynowe czynności to dezynfekcją karetki, uzupełnienie sprzętu, zdjęcie kombinezonu i zapakowanie go do worka. Następnie każdy ratownik przechodzi dokładny prysznic, by ewentualnego wirusa nie zanieść do domu.

Apel do ozdrowieńców z COVID-19 o oddawanie osocza z krwi

„Apeluję do wszystkich ozdrowieńców: oddawajcie osocze, bo naprawdę wielu ludziom może to uratować życie. Niestety osocze do mojego Taty nie zdążyło trafić” - napisał na Facebooku Paweł Czermak, syn.

W centrach krwiodawstwa w Tarnowie, Bochni czy Brzesku można oddawać nie tylko krew, ale i osocze. Ozdrowieńców, zgłaszających się do punktów krwiodawstwa jak na razie nie jest jednak wielu.

Zabieg oddawania osocza polega na pobraniu od dawcy jedynie płynnej części krwi. W 90 procentach składa się ono z wody, ale zawiera również związki organiczne i nieorganiczne, m.in. białka, kwasy tłuszczowe, glukozę, witaminy i sole mineralne.

Osocze można oddawać już po 28 dniach od wyzdrowienia z COVID-19. Dawca jest podłączony do tzw. separatora, który rozdziela pełną krew na część komórkową i osocze. Po oddzieleniu, krwinki czerwone wracają do krwiobiegu, a osocze do pojemnika. Trwa to zwykle pół godziny, podczas jednego zabiegu pobiera się ok. 650/700 ml osocza. Procedurę można powtórzyć po co najmniej dwóch tygodniach lub po 30 dniach od czasu oddania krwi pełnej.

Masz informacje? Nasza Redakcja czeka na #SYGNAŁ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie